znany lekarz
Wywiady

Gabriela Kuca

Gabriela Kuca Gabriela Kuca

Gabriela Kuca współautorka bloga Multi Multi Mama, mama trzech fantastycznych chłopców w wieku przedszkolnym (Ksawery 5; Janek i Antek 3,5). Uważa, że istotą rodzicielstwa jest, by kochać dzieci, ucząc je miłości, a także by pomóc im wyrosnąć na świadomych swojej wartości ludzi z mocnymi kręgosłupami moralnymi. Z wykształcenia italianistka i logistyk. Kocha Włochy, bo to kraj ludzi z pasją, a ona uwielbia wśród takich przebywać. Miłośniczka naturalnych metod leczenia, które nieustannie zgłębia.

Gabrysiu, blog Multi Multi Mama zachwycił mnie. Każda mama znajdzie w nim wiele praktycznych informacji, które w zetknięciu z codziennymi problemami, wydają się być nieocenione. Od jak dawna istnieje wasz blog i jak doszło do jego powstania?

Blog istnieje od września 2012 roku. Razem z Karoliną, moją współblogerką, na długo przed powstaniem bloga, dyskutowałyśmy na tematy związane z dziećmi - bliźniętami. Każda z nas miała jakieś pytania, każda z nas miała też podobne, bądź różne doświadczenia, którymi chętnie dzieliła się z drugą. Tak powstał pomysł, by spisywać tę wiedzę i spostrzeżenia w formie bloga. Dzięki temu więcej osób może korzystać z naszych porad. Cieszymy się, że udało nam się stworzyć interesujące miejsce w sieci.

Blog Multi Multi Mama zawiera mnóstwo cennych artykułów, które podpowiadają jak można spełniać się w macierzyństwie, a jednocześnie nie tracić swojego kawałka świata. Jak Tobie udaje się pogodzić macierzyństwo z samorealizacją?

Kiedy urodził się mój pierwszy syn, długo nie widziałam świata poza nim. Potem się opamiętałam i zaczęłam powracać do równowagi. W życiu każdej matki przychodzi taki moment, kiedy kobieta czuje, że musi zrobić coś dla siebie, by odzyskać spokój i harmonię, a także, by bardziej docenić uroki macierzyństwa. Blog jest z pewnością jedną z form samorealizacji, może dlatego tak wiele ich powstaje.

Pomysł na taki temat bloga musiał wynikać z głębokiego zaangażowania w macierzyństwo. Co chciałabyś przekazać wszystkim mamom, zwłaszcza tym początkującym, które nie radzą sobie z nadmiarem obowiązków, wiążących się z wychowaniem dzieci?

Dziś mogę powiedzieć, że żadna książka nie jest nas w stanie perfekcyjnie przygotować na zmianę w życiu, jaka następuje z chwilą, gdy zostajemy mamami. Owszem, są one potrzebne, by dać zarys nowej sytuacji i podać kilka cennych wskazówek. Jednak życie wszystko weryfikuje. Każdej mamie doradzałabym, by ćwiczyła się w cierpliwości wobec maluszka i by miała zaufanie do samej siebie i swojej intuicji. Miłość oczywiście na pierwszym miejscu, ale poza tym: cierpliwość, spokój, intuicja, wiara w siebie i akceptacja nowego życia z jego jasnymi i ciemnymi stronami. Czasem za dużo chcemy i to nas frustruje. Poddajemy się presji otoczenia, nie żyjemy w zgodzie z sobą, a to prędzej czy później odbije się na naszym samopoczuciu i podejściu do macierzyństwa.  Nieocenione jest również wsparcie w postaci partnera czy przyjaciółki, choćby po to, by móc wziąć gorącą, relaksującą kąpiel, czy wyjść na samotny spacer, zatopić się w lekturze czy wyjść na zakupy i nabrać dystansu do trudów związanych z macierzyństwem i na nowo odzyskać radość z bycia mamą. Kolejna bardzo ważna kwestia: pozwólmy sobie na błędy, wybaczajmy je sobie i starajmy się ich popełniać jak najmniej, ale one są nieuniknione. Czytałam ostatnio wspaniałą książkę „Przestrzeń dla rodziny”, w której znany psycholog Jesper Juul powiedział, że każdy rodzic popełnia dziennie kilkanaście błędów i to jest normalne, dopiero jeśli ta liczba dochodzi do 50, to oznacza, że potrzebna jest pomoc psychologa. Zatem nie wariujmy. Żyjmy świadomie, ale nie popadajmy w perfekcjonizm. Pamiętajmy, że jesteśmy tylko ludźmi, nasze dzieci też. Takie podejście bardzo pomaga.

Przyznam się, że zaskoczona byłam konkursami z nagrodami. Jaki był cel zorganizowania takich konkursów? Jak dużo chętnych wzięło w nich udział?

Konkursy to dość powszechna forma promocji. Nie było ich wiele, chyba tylko dwa, jednak zrezygnowałyśmy z nich, gdyż nasz wkład w organizację konkursów był niewspółmiernie duży wobec zainteresowania nimi.

Wiem, że jesteś pasjonatką naturalnych metod leczenia a także zdrowego żywienia dzieci. Czy możesz zdradzić, jak łagodzić objawy przeziębienia u maluchów w sposób naturalny? W jaki sposób przekonać mamy, że warto zrezygnować z gotowych obiadków na rzecz świeżo przygotowanych posiłków. Czy koniecznie musimy słodzić wszystko co popadnie, bo inaczej dziecko nie zje?

Uważam, że rodzice w Polsce są bardzo podatni na reklamy. Mamy za mało asertywności w sobie, pozwalamy, by koncerny narzucały nam sposób żywienia, czy leczenia naszych dzieci. Zbyt łatwo zapominamy o naturze, która jest cicha, ale wierna nam, ludziom i od lat dostarcza to, co najlepsze dla naszego zdrowia. Ja też byłam nieasertywna. Przełom nastąpił całkiem niedawno: dwa lata temu spędziliśmy wigilię i święta Bożego Narodzenia w szpitalu z dziećmi, Jaś miał wtedy 1,5 roku i był to jego trzeci już pobyt w szpitalu, a Ksawery niewiele ponad 3 lata. Antosia szczęśliwie nie wymagał hospitalizacji, ale tylko dlatego, że był leczony zastrzykami w domu. Tamten okres był dla mnie rozpaczliwie trudny, ale jak się okazało niezbędny, bym zmieniła swoje podejście do życia, szczególnie w aspekcie zdrowia. W szpitalu postanowiłam, że zrobię wszystko, by ustrzec moje dzieci przed kroplówkami, zastrzykami, przykrymi badaniami. Po powrocie do domu przeczytałam mnóstwo artykułów na temat budowania odporności u dzieci i przeprowadziłam wiele rozmów z mądrymi ludźmi. Podjęłam świadomą decyzję, by zwrócić się ku naturze i profilaktyce: syrop z cebuli, z mleczy, z pędów sosny, miód, bańki, inhalacje, aromaterapia, smarowanie kozim czy gęsim łojem, oj, dużo tego, nie jestem w stanie teraz wszystkiego podać. Na blogu jest kilka artykułów z poradami, zainteresowanym polecam ich lekturę.

Jeśli chodzi o cukier, jest on szczególnie szkodliwy dla dzieci do 3-go roku życia, ponieważ bardzo szybko podnosi się u nich poziom cukru we krwi, stają się wtedy hiperaktywne, po czym ten poziom gwałtownie spada i taka huśtawka powoduje, że maluch nie radzi sobie ze swoim samopoczuciem. Zaczyna kojarzyć cukierki, czy słodkie jogurciki z czymś pozytywnym i kiedy pogarsza mu się nastrój, od razu domaga się słodyczy. Łatwo jest wtedy uzależnić dziecko od cukru. Poza tym zbyt duża ilość cukru na dzień znacznie obniża odporność dzieci. W okresie jesienno-zimowym słodkości powinny być naprawdę rzadkością w menu dzieci, a jeśli już, to starajmy się, by były w postaci naturalnej, np. miód, suszone owoce, czy syrop z agawy o niskim indeksie glikemicznym.

Kolejną rzeczą, która jest szkodliwa szczególnie dla dzieci, jest chemia szeroko stosowana w masowo produkowanych artykułach spożywczych. Dlatego ja stosuję się do zasad: wiem, co jem oraz jestem tym, co jem. Przygotowywanie posiłków w domu jest jednym z filarów zdrowego podejścia do życia, tak jak ruch, otaczanie się naturą i dbanie o nią oraz o spokój wewnętrzny i swoją duchowość.

Czy możesz zdradzić, jakie są ulubione posiłki twoich chłopców? Czy trudno przyzwyczaić dzieci do zdrowych smaków?

Dzieci uczą się poprzez przykład, jeśli rodzice jedzą zdrowo, to oni też przekonają się do zdrowej żywności. Wiadomo, że łatwiej nauczyć małe dziecko, jak się odżywiać, niż zmienić nawyki starszych dzieci. Nam się udało, krok po kroku, z cierpliwością. Najtrudniej było ze starszym synem, który uwielbiał słodkie jogurty, ale teraz jest w porządku i pałaszuje kaszę równie chętnie jak ukochanego łososia. Jaś lubi wszystko, ma największy apetyt, nie grymasi. Antoś ma różne okresy, ale nie zmienia mu się zamiłowanie do słodkich smaków, dlatego chętnie zjada grzanki z miodem czy naleśniki z dżemem.

W tym sezonie zrobiłam bardzo dużo przetworów, w tym dżemów niskosłodzonych, których smak jest nieporównywalnie lepszy od tych typowych, słodkich, w których cukier zabija smak owoców. Soki też zrobiłam z bardzo małą ilością cukru trzcinowego lub kokosowego, białego cukru unikam jak ognia, nawet herbatę słodzimy sokami domowej roboty albo pijemy gorzką, dzieciom to nie przeszkadza.

Co sądzisz o diecie bezlaktozowej. Myślę, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo może być szkodliwa laktoza dla dziecka, ale również dla osoby dorosłej.

Jest coraz więcej dzieci, które rodzą się z niedoborem enzymu zwanym laktazą, przez co nie mogą strawić laktozy zawartej w mleku krowim. Osoby dorosłe z kolei stopniowo tracą tę zdolność, ponieważ w ich diecie jest dużo mniej produktów z laktozą niż u dzieci. Typowymi objawami nietolerancji laktozy są: wzdęcia i bóle brzucha, biegunki, rumień na policzkach. Szczególnie znamienne w skutkach są biegunki, które powodują osłabienie jelit i pozbawienie ich dobrych bakterii. Efektem tego jest brak odporności. Dlatego ja poza stosowaniem diety bezlaktozowej podaję dzieciom probiotyki przez okrągły rok. Nie da się uniknąć chorób, ale przebiegają one u nas bardzo łagodnie. W tym roku dzieci nie zażywały antybiotyków, a przecież stale mają kontakt z innymi dziećmi, również chorymi.

Wiem, że polecasz również dietę bezglutenową. Gluten może być sprawcą sporych dolegliwości, nie tylko ze strony układu pokarmowego. Czy stosowanie diety bezglutenowej na co dzień musi wiązać się z dużym wyrzeczeniem?

Jeśli popatrzymy na tę kwestię szerzej i uświadomimy sobie, że większym problemem są dolegliwości, jakie powoduje gluten u osób uczulonych, czy nietolerujących gluten, to wyrzeczenia przestają być wyrzeczeniami. Najtrudniejsza jest zmiana nawyków, jednak jeśli wypracujemy nowe nawyki, to stosowanie diety bezglutenowej staje się łatwe. Jednak muszę zaznaczyć, że produkty bezglutenowe są droższe od tych z glutenem i to może stanowić dla wielu osób jakąś barierę. Ja wyznaję zasadę, że tańsza i cenniejsza dla naszych organizmów jest profilaktyka niż leczenie.

W jaki sposób budujesz relacje ze swoimi dziećmi? Fascynujące jest to, że angażujesz je do wspólnego przygotowywania posiłków. Łączenie nauki i wspólnego spędzania czasu z pewnością daje obiecujące efekty.

Nie znam lepszego sposobu na uczenie dzieci, niż dawanie przykładu i pozwolenie im na empiryczne podejście do tematu. Dzieci mają w sobie naturalną ciekawość i chęć próbowania. Dają nam narzędzie, tylko czasem my dorośli nie chcemy z niego korzystać, zasłaniając się brakiem czasu, bo wiadomo, że dużo szybciej przygotujemy sałatkę sami, niż w towarzystwie maluchów. Jednak zachęcam do angażowania dzieci we wspólne gotowanie, bo to na pewno nauczy ich szacunku do pracy przy przyrządzaniu posiłków oraz pokaże im, że to może być interesujące zajęcie. Teraz próbuję wprowadzić do codziennej rutyny naukę języków obcych. Fascynuje mnie to, z jaką ochotą dzieci słuchają brzmienia języka angielskiego czy włoskiego i z jaką dumą powtarzają zapamiętane słowa. Dzieje się to podczas posiłków. Mamy przy tym sporo radości. A nic tak nie łączy ludzi jak wspólnie spędzane chwile w miłej, ciepłej, wesołej atmosferze. Poza tym dużo z nimi rozmawiam, czytam, zabieram w ciekawe miejsca. Ale też uczę ich życia we wspólnocie, w poszanowaniu rodzeństwa, rodziców. Mają też swoje małe obowiązki jak ścielenie łóżek, czy odnoszenie swoich nakryć po posiłku. Czasem pomagam, kiedy mnie o to proszą, ale staram się nie wyręczać ich we wszystkim. Chcę, żeby byli samodzielni odpowiednio do wieku, bo to buduje w nich poczucie wartości i pewności siebie, co w świecie pełnym różnych bodźców jest nieodzowne.

Wiem, że jesteś teraz na urlopie wychowawczym, więc siłą rzeczy spędzasz z dziećmi praktycznie cały czas. Jak w takiej sytuacji odnajduje się twój mąż czyli ojciec chłopców. Czy rodzic, który w okresie wychowawczym musi pracować zawodowo, traci dużo z możliwości aktywnego uczestniczenia w wychowaniu i budowaniu relacji z dzieckiem? W jak sposób nadrabia czas, spędzony poza domem, a więc bez kontaktu z dziećmi?

Świetnie sobie z tym radzi, synowie go uwielbiają. Wielu psychologów twierdzi, że ważniejsza jest jakość, a nie ilość spędzanego czasu z dzieckiem. Mój mąż jest dla chłopców autorytetem, troskliwym i czułym tatą, ale też kumplem do zabawy. Na pewno za nimi tęskni, kiedy jest w pracy, ale też daje mu to możliwość złapania oddechu od codziennej, domowej rutyny. Każdy tego potrzebuje i on to rozumie, dlatego umożliwia mi wyjścia z domu bez dzieci. Wówczas on się nimi zajmuje i wiem, że robi to wspaniale. Staramy się też co jakiś czas wyjść gdzieś razem, żeby nie zagubić się jako para, wówczas prosimy o pomoc kogoś z rodziny, albo organizujemy płatną opiekę dla dzieci.

Gabrysiu, co chciałabyś przekazać młodym ludziom, myślącym o założeniu rodziny. Kiedy jest ten odpowiedni moment na budowanie „domu”? Czy jest jakiś przepis na szczęśliwą rodzinę?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, to bardzo indywidualna sprawa. Uważam, że każdy powinien posłuchać siebie samego i pozwolić, by odezwały się w nim potrzeby, które być może skrywa w sobie, wstydzi się ich, czy o nich zapomniał. Są osoby, które nie potrafią się poświęcić karierze i dobrze się czują w domu; a są osoby, które świata poza pracą nie widzą. Pytanie, czy dobrze się z tym czują, czy może robią to, czego oczekuje od nich otoczenie, rodzina, znajomi, szef, czy może kierują się modą albo strachem? Ja na bazie swojego doświadczenia mogę stwierdzić, że w życiu potrzebna jest harmonia i życie w zgodzie ze sobą, wdzięczność za to co jest i akceptacja tego, co życie przynosi. Wiele razy chciałam już wrócić do pracy, ale za każdym razem coś stawało na przeszkodzie. Dlatego cierpliwie czekam, aż ten odpowiedni moment nadejdzie, nie chcę przyśpieszać czegokolwiek na siłę. Szczęśliwa rodzina, w moim odczuciu, opiera się na miłości, szacunku do siebie nawzajem i na dobrym dialogu, w którym nie ma walki, tylko jest zrozumienie i inspiracja do rozwiązywania problemów. To pewnie zabrzmiało jak banalny frazes, ale tak uważam i staram się to stosować na co dzień, choć czasem też dopadają mnie negatywne emocje. Pomimo to, mogę spokojnie powiedzieć, że wiodę szczęśliwe życie, choć nie pozbawione problemów.

Dziękuję za rozmowę.

Ja również, było mi bardzo miło.