znany lekarz
Wywiady

Bożena Rząsa

Bożena Rząsa Bożena Rząsa

WYROK, CZY TYLKO OSTRZEŻENIE ?

WARSZTATY MAKROBIOTYCZNE

Opowiedz, co ci się przydarzyło ?

Bożena Rząsa: - Chicago, rok 1989. Jestem w piątym miesiącu ciąży. Zgłaszam się do lekarza i w szpitalu poddaje się rutynowym badaniom. Kilka dni później dostaję telefon z diagnozą, która powala mnie z nóg. Wykryto u mnie komórki rakowe. Tysiące myśli, przerażenie i nadzieja, że być może nastąpiła pomyłka. Po kilku dniach zgłaszam się do szpitala, gdzie pobierają próbki. Diagnoza to rak szyjki macicy III stopnia w stadium przedinwazyjnym.

Jesteś jedną z tych osób, która w pewnym momencie postanowiła podjąć walkę. Wygrałaś. Teraz pomagasz tym, którzy otrzymują podobne diagnozy. Co istotne, uczysz innych jak stawiać czoła w sytuacjach, w których trzeba się zmierzyć z taką diagnozą.

- To prawda. Większość osób dostających taką diagnozę jest w bardzo złej kondycji psychicznej. Pytanie "dlaczego ja?" jest naturalnym odruchem, jednak statystyki są nieubłagane. Rak stał się problemem społecznym i dotyka milionów ludzi, szczególnie w krajach wysoko rozwiniętych. Jest przyczyną wielu tragedii, a można ich uniknąć przez zastosowanie się do prostych reguł, które podpowiada nam sama natura. Problem w tym, że z chorobą mierzymy się dopiero wtedy, kiedy ta nastąpi. W tej sytuacji naszym podstawowym zadaniem jest podjęcie walki. Bo problemy są po to, aby je rozwiązywać. Wielu z nas te problemy uczą i zmieniają nasze życie. Co istotne, w wielu przypadkach zmieniają je na lepsze.

Początek XX wieku to okres gwałtownego przyspieszenia technologicznego. Po II wojnie światowej fascynacje fizyką, chemią i rozwojem technologicznym spowodowały zmiany w naszej świadomości. Mamy wiek XXI, gdzie przestaliśmy juz zupełnie kontrolować rozwijające się myśli technologiczne. I nagle okazuje się, że następuje tak gwałtowny wzrost chorób cywilizacyjnych, że zaczynamy się zastanawiać, czy to wszystko nie jest zagrożeniem. Pierwsza Dama Stanów Zjednoczonych, Michael Obama, jeździ po szkołach i uczy dzieci hodować warzywa bez chemii. Co się dzieje?

- W ruchu mającym na celu zwiększenie świadomości prozdrowotnej, czynnie uczestniczę. Bo nic tak nie mobilizuje, jak własne doświadczenie. Kiedy zaczynasz wgłębiać się w temat, spotykasz się z ludźmi, którzy przeszli przez tak groźną chorobę, zaczyna ci się rysować pewien obraz. Obraz wielu nieszczęść, jakich można uniknąć. Wystarczy tylko stosować się do reguł niezmiennych od tysięcy lat. Bo tak naprawdę, nie chodzi o zatrzymanie rozwoju nowoczesności, chodzi jedynie o rozwój takich technologii, które będą nam służyć, jednocześnie nie szkodząc.

Jakie popełniliśmy błędy?

- Przede wszystkim rozwój przemysłu chemicznego spowodował zatrucie środowiska. Odpowiedź wydaje się banalna, ale chcąc produkować więcej żywności i robić to szybciej, dostarczamy do swojego organizmu ok 2 kg chemii rolnej i spożywczej w pożywieniu. I tu tkwi odpowiedź, dlaczego dziesięciokrotnie wzrosła ilość chorób cywilizacyjnych, jak: nowotwory, alergie, cukrzyce, otyłość, depresje i wiele innych, w tym tych niezdiagnozowanych. Uczestniczyłam czynnie w wielu zjazdach Health Expo w USA i wszyscy wykładowcy oraz uczestnicy co do tej opinii nie mają wątpliwości. Spotykam się z różnymi ludźmi proszącymi mnie o pomoc. Zaczynam od obejrzenia ich lodówek. I wierz mi, że odpowiedź znajduję w tej lodówce.

Sięgnęłaś do makrobiotyki, czyli tak naprawdę diety naszych przodków.

- Świat zwariował jeżeli chodzi o dostarczanie wielu nowinek: diety cud, a to znowu "eliksirum" na poprawę swojego wyglądu. Nie da się naszego zdrowia traktować wybiórczo. Makrobiotyka to cały system odżywiania zapobiegający chorobom i pozwalający na oczyszczanie oraz prawidłowe funkcjonowanie organizmu. Kwestia odpowiedniej masy ciała, wyglądu czy naszego samopoczucia, to naturalny efekt jej zastosowania. Co istotne, istnieją niezmienne reguły w tym systemie, choć składniki spożywcze dobieramy według zasady "jesz to, co w twoim otoczeniu rośnie w sposób naturalny". Trochę to upraszczam, choć to jest tak naprawdę proste.

No tak, ale na samym Health Expo masz do czynienia z dziesiątkami różnych metod, z jakimi się zapoznajesz. Skąd pewność, że wybrałaś właściwą?

- Po pierwsze, to nie do końca tak. Nie należy sugerować się samą nazwą makrobiotyka, bo można ją nazwać zupełnie po swojemu. Opiera się ona na tysiącletnich doświadczeniach i zasadach, jakie towarzyszyły naszym przodkom. Równie dobrze można powiedzieć, że stosowano ją w czasach biblijnych czy w starożytnych Chinach. Są to niezmienne prawidła odżywiania, które prowadzą do mechanizmów eliminujących choroby. Ponieważ zupełnie odwróciliśmy się od tych zasad, mamy do czynienia z efektem, którym nazywamy plagą chorób cywilizacyjnych. Nowoczesność tej metody polega na tym, że obecnie dzięki możliwości szybkiej analizy, a co za tym idzie analitycznego wgłębienia się w przeszłość, wiemy, które produkty żywnościowe najlepiej służyły nam na przestrzeni wieków. Druga sprawa, niezwykle istotna. Zajmowałam się setkami chorych i widziałam jak moja metoda działa. To, że teraz rozmawiam z tobą jest także efektem tego, że sama poddałam się tej metodzie. Kiedy spotykasz tysiące szczęśliwych ludzi, często po okropnych doświadczeniach, masz ochotę przekazać tę wiedzę całemu światu.

Mówisz tak skromnie. Przecież to lata twoich doświadczeń i zdobywania wiedzy.

- Tak naprawdę, zaczęło się to dużo wcześniej. Na raka zmarli moi dziadkowie, z którymi byłam emocjonalnie bardzo związana. Kiedy dowiedziałam się o swojej chorobie, byłam w jakimś stopniu na to przygotowana. Tym bardziej, że wiele mówiło się i mówi o genetycznych obciążeniach. Gdybym poddała się tej teorii, nic tylko rozłożyć ręce i się poddać. Jednak po pierwszej reakcji, której towarzyszyło przerażenie i rozpacz, nastąpiła ta prawidłowa, czyli chęć stawienia czoła rzeczywistości. Po konsultacji z lekarzem, który wyraźnie podkreślił duże prawdopodobieństwo utraty dziecka, postanowiłam zostać z chorobą sama. Chorobą, która zabrała mi najbliższych, a teraz stała się głównym moim wrogiem i mojego dziecka. Wybrałam makrobiotykę i wygrałam.

Dotknęłaś bardzo ważnej sprawy. Całkiem niedawno świat obiegła wiadomość o dramatycznej decyzji Angeliny Jolie. Media na całym świecie pokazują piękną i sławną kobietę, która poddaje się amputacji piersi. Robi to, bo straciła mamę, którą wcześniej zaatakował rak piersi. Okazuje się, że Angelina jest w grupie wysokiego ryzyka. Opinia publiczna podzieliła się w połowie na grupę popierającą decyzję i przeciwników, zarzucających sławnej artystce konsekwencje takiej decyzji. Zarówno te dla niej samej, jak i dla wielu kobiet chcących iść tą drogą.

- Należę zdecydowanie do tej drugiej grupy i odradzałabym tego typu profilaktykę. Wiele pisano o motywacjach Angeliny i nie neguję, że starała się mieć dobre intencje. Strach przed rakiem i jego skutkami jest tak silny, że często podejmujemy niewłaściwe decyzje. Z tego co wiem, nie chodziło jej tylko o siebie, ale o dzieci, którym nie chciała w przyszłości przysporzyć smutku i cierpienia z powodu swojej choroby. Jakakolwiek by jednak towarzyszyła temu intencja, uważam, że poddanie się tego typu zabiegowi bez zastosowania naturalnej profilaktyki, jest błędem. W życiu zdarzają się sytuacje, wydające się bez wyjścia. Moim zdaniem często zdarzają się po to, aby odnaleźć swoją drogę. Oczywiście, nie wolno nam się poddawać i należy podjąć walkę. Według mojej wiedzy i doświadczenia, ta walka wymaga często wielu wyrzeczeń. Pragnienie życia jest w człowieku tak wielkie, że wyzwala się w nas instynkt samozachowawczy, aby nas ocalić. Walka z nowotworem wymaga wielu wyrzeczeń i cierpliwości. Poddanie się zabiegom mimo braku choroby jest błędem. Zbyt wiele osób wygrało z rozwiniętym stadium raka, aby stosować tego typu metody. Jeżeli można wyzwolić się z raka będąc chorym, to po co wycinać zdrowe części ciała. Przecież jeżeli usunie się pierś, równie dobrze rak może ulokować się w jajniku. Nie jestem wrogiem koniecznych operacji, bo gdy guz rakowy blokuje jakiś organ, np. jelito, wtedy nie da się funkcjonować, więc oczywiście operacja jest nieodzowna, ale natychmiast trzeba zmienić sposób odżywiania na właściwy. A może właściwe odżywianie zmieniłoby te wskaźniki prognozujące tendencje genetyczne. Warto było by spróbować, bo rak przecież może się ulokować w każdej części ciała, a wszystkiego wyciąć się nie da. Nic jednak nie zmienia faktu, że jest to wspaniała, piękna kobieta, poświęcająca się dla innych. To, co robi dla tych biednych ludzi ogarniętych wojną domową i głodem, jest godne najwyższego uznania.

Często we współczesnym świecie narzekamy na brak empatii. W tym wyścigu, który nas ogarnął zapominamy o sprawach wydawałoby się oczywistych. To przyjaźń, dobro czy powiedzenie komuś dobrego słowa. Tymczasem coraz więcej mówi się o tym, że to ma ogromne znaczenie również w procesie zdrowienia.

- To prawda. Sama makrobiotyka uczy nas szacunku do matki ziemi, która jest naszą żywicielką, a więc do życia, które dzięki jej owocom może funkcjonować. Mimo wypraw w kosmos i innych spektakularnych osiągnięć żyjemy właśnie tutaj. Tym bardziej powinniśmy szanować to co mamy. Przyroda uczy nas stałych reguł, dzięki którym życie trwa na naszej planecie miliony lat. Często nie potrafimy tego docenić. Dobro, przyjaźń – o czym wspomniałeś, wpisuje się w tę harmonię. Nienawiść, obojętność i zło sieje spustoszenie i śmierć, czego niejednokrotnie doświadczyliśmy. W procesie leczenia oczywiście potrzebujemy pomocy i empatii. Jestem przekonana, że im więcej będziemy jej mieli dla innych, tym więcej otrzymamy jej od innych.

Rozmawiał Marcin Geroń